Promile na drodze

Promile na drodze

(zdj. Moje Auto)

Wszelkie święta, dłuższe weekendy czy wakacyjne dni łączy – niestety – wzrost liczby ujawnionych nietrzeźwych kierujących. Ale statystyki policyjne jasno pokazują, że większość z tych osób nie wsiada za kółko zaraz po spożyciu alkoholu, ale są to tzw. „wczorajsi”. Jednak nieświadomość bycia jeszcze pod wpływem alkoholu nikogo nie zwalnia od odpowiedzialności. Tym bardziej, że ryzykujemy zdrowiem i życiem innych osób!

Bądźmy świadomi naszych zachowań po alkoholu

Na początek postawmy sprawę jasno. Alkohol jest legalnie sprzedawaną używką i jego spożywanie – oczywiście poza osobami nieletnimi – jest dozwolone. Trzeba to jednak robić w granicach rozsądku, jedną z takich barier jest fakt bycia uczestnikiem ruchu drogowego. Tak, tak – osobą nietrzeźwą, która może spowodować zagrożenie lub zostać pociągnięta do odpowiedzialności karnej jest również rowerzysta, motocyklista czy pieszy.

Dlatego ja stosuję prostą zasadę, mając w planach jazdę samochodem czy jednośladem daję sobie na „wytrzeźwienie” minimum 24 godziny. Z kolei będąc niezmotoryzowanym wcześniej ustalam sobie bezpieczny sposób powrotu do domu. I ewentualne leczenie objawów kaca.

Istotnym więc pytaniem jest, czy wspomniane 24 godziny to wystarczający czas na wyparowanie alkoholu z organizmu. Przecież na to jak zareagujemy nawet na jedno piwo składa się wiele czynników – nasze samopoczucie, wypoczęcie, pogoda, pora dnia i tym podobne okoliczności. Dlatego jednego dnia może to być neutralna dawka, zaś drugiego dosłownie ścinająca z nóg! A im więcej spożywamy alkoholu – liczonego w procentach – tym adekwatna powinna być przerwa.

I nie wiem, jakbyśmy nie zaklinali rzeczywistości pewnych praw biologii nie oszukamy. „Wyparowania” przyjętej dawki alkoholu sztucznie nie przyspieszymy. Nasz organizm potrzebuje na to odpowiedniej ilości czasu. A bardzo często wydaje nam się, że po przespaniu kilku godzin, odświeżającym prysznicu i obfitym posiłku sprawa jest załatwiona. I takimi właśnie osobami wypełnione są policyjne statystyki.

Sprawdzamy poziom alkoholu we krwi

O tym czy możemy już zasiąść za kierownicą – co dotyczy też użytkowników jednośladów – możemy dowiedzieć się na wiele sposobów. Pierwszym z nich jest wizyta na… komisariacie i poddanie się badaniu na alkomacie. Problem w tym, że musimy do niego dotrzeć albo pieszo, albo jako pasażer, co nie zawsze jest łatwe do wykonania.

Alkotest elektroniczny

(zdj. Moje Auto)

Dlatego coraz większą popularnością cieszą się osobiste alkomaty. Dziś oferta na rynku jest bardzo szeroka, co utrudnia nie tylko wybór, ale naraża nas na zakup przysłowiowego bubla. Wykonany nim pomiar będzie nie tylko fałszywy, ale przede wszystkim realnie może przełożyć się na bezpieczeństwo na drodze. I to – według mnie – jest nieporównywalnie większym zagrożeniem, niż fakt zatrzymania przez policję, dmuchania w balonik i poniesienie prawnych konsekwencji.

Warto więc przyjrzeć się danemu produktowi i poszukać o nim opinii innych osób. Można postawić na droższy sprzęt, który co jakiś czas wymaga kalibracji, a jego wskazania są niezwykle precyzyjne. Ja używam tańszego alkotestu, a nawet dwóch dla weryfikacji uzyskanych wyników, które zawsze też traktuję z dużą tolerancją. To jednorazowy ustnik i elektroniczne urządzenie mierzące zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Oba rozwiązania łączy niewielki rozmiar, przez co doskonale mieszczą się w schowku w kokpicie czy podłokietniku mojego samochodu.

Alkotest jednorazowy

(zdj. Moje Auto)

Innym rozwiązaniem jest aplikacja w smartfonie. Nie zmierzymy nią oczywiście wydechu, a jedynie po wprowadzeniu kilku danych otrzymamy przybliżony wynik. Moim zdaniem zbyt ryzykowne i dalekie od stanu faktycznego.

Dla porządku przypomnę, że dopuszczalną w Polsce u kierowcy dawką alkoholu we krwi jest 0,2 promila. Wskazanie pomiędzy 0,2 do 0,5 promila określane jest mianem „po spożyciu alkoholu” i to już wystarczy do czasowej utraty prawa jazdy. Z kolei powyżej 0,5 promila to osoba nietrzeźwa i prowadzenie w tym stanie pojazdu kwalifikowane jest jako przestępstwo.

Trzeźwi, a jakby pijani

 Stężenie alkoholu we krwi u kierujących nie jest jedynym zagrożeniem na drodze. Utratę zdolności psychomotorycznych powodują również środku odurzające oraz… zmęczenie. Udowodniono już, że dłuższa jazda pojazdem prowadzi do dekoncentracji i zaburzenia wzroku, co daje efekt podobny do działania alkoholu. Stąd właśnie coraz więcej nowych samochodów wyposażonych jest w asystenta zmęczenia kierowcy w postaci ikonki na kokpicie w kształcie filiżanki kawy.

Efekt ten potęguje niewyspanie. Według psychologów transportu brak snu w przeciągu jednej doby wydłuża nasz czas reakcji o połowę, co porównywane jest do stężenia alkoholu na poziomie 0,5 promila. Nie wiem jak Wy, ale ja już przekonałem się, że próby reanimacji w postaci większej dawki kofeiny czy napojów energetycznych działają krótko, po czym dopada mnie jeszcze większe zmęczenie. Niezależnie od tego, czy to kieruję samochodem, rowerem czy wybieram się na pieszą wycieczkę moim podstawowym napojem jest zwykła woda.

Znów poruszyliśmy ważny temat, który trudno zamknąć w jednym wpisie na blogu. Powrócę więc jeszcze do tych kwestii, a w między czasie może podzielicie się swoimi doświadczeniami?