Pierwsza pomoc na drodze

Pierwsza pomoc na drodze

(zdj. Moje Auto)

Poprzedni wpis o awarii samochodu można uznać za mało istotny w porównaniu z sytuacją ratowania zdrowia i życia człowieka. Pamiętajmy, że nawet jako świadek wypadku mamy prawny obowiązek udzielić poszkodowanym pomocy. W praktyce wystarczy zadzwonić pod numer alarmowy 112, jednak warto poznać lub utrwalić kilka podstawowych zasad.

Gdy jesteśmy uczestnikiem lub świadkiem zdarzenia drogowego

Na początek sięgnijmy do Ustawy „Prawo o ruchu drogowym”, która opisuje nasze postępowanie. Przede wszystkim powinniśmy w bezpiecznym miejscu zatrzymać pojazd, bądź usunąć z jezdni uczestniczące w nim pojazdy, o ile nie ma osób rannych lub zabitych. Dopiero teraz możemy ocenić powstałe szkody i ustalić z pozostałymi osobami przyczynę oraz winnych zdarzenia, co też powinno zostać potwierdzone stosownym oświadczeniem. Stąd warto mieć w samochodzie gotowy do wypełnienia wzór, najlepiej w dwóch egzemplarzach. Muszą w nim zostać podane dane osobowe wszystkich kierowców, pojazdów oraz polis ubezpieczenia.

W praktyce takie zdarzenie kwalifikowane jest jako kolizja czy potocznie mówiąc stłuczka, do której nie potrzeba wzywać policji. Oczywiście i tak zależy to od woli wszystkich uczestników, jeśli ktoś zdecyduje się na takie zgłoszenie bezwarunkowo musimy poczekać. Sami też wezwijmy policję, jeśli  nie możemy dojść do porozumienia, drugi uczestnik nie ma przy sobie dokumentów czy podejrzewamy, że jest pod wpływem alkoholu lub innego środka odurzającego. A także, gdy jednym z uczestników jest pieszy czy rowerzysta (nie odnosząc obrażeń mógł uszkodzić nasz samochód).

Kolejny punkt Ustawy „Prawo o ruchu drogowym” reguluje nasze postępowanie w zdarzeniu, w którym jest osoba ranna bądź zabita. I tak – tu mówimy już o wypadku drogowym – musimy udzielić poszkodowanym pierwszej pomocy oraz wezwać służby ratunkowe. Wykręcając numer telefonu 997 dodzwonimy się na policję, 998 do straży pożarnej (statystycznie to oni są najszybciej na miejscu), a 999 na pogotowanie ratunkowe. Z reguły wystarczy nawiązanie połączenia z jednym z tych operatorów, ale znacznie wygodniej skorzystać od razu z numeru alarmowego 112.

Podczas zgłoszenia w zwięzły sposób podajemy swoje dane personalne, miejsce zdarzenia (np. numer słupka drogowego, ale i tak dziś połączenie z telefonu komórkowego pozwala z dużym przybliżeniem zlokalizować dzwoniącego), liczbę i stan poszkodowanych, a także pojazdy uczestniczące w wypadku oraz podjęte czynności.

Niezależnie od klasyfikacji zdarzenia pamiętajmy, o ile jesteśmy w stanie, aby założyć kamizelkę odblaskową, włączyć światła awaryjne i ustawić w bezpiecznej odległości trójkąt ostrzegawczy.

Zdaję sobie sprawę, że wszystko to łatwo opisuje się siedząc przed ekranem komputera. W rzeczywistości nakłada się wiele zmiennych elementów, na przykład utrata przytomności przez wszystkich uczestników wypadku, w którym nie ma postronnych świadków. Taka sytuacja „bezruchu” stwarza niestety ryzyko opóźnienia pomocy, co może mieć tragiczne konsekwencje. Nad rozwiązaniem tego problemu od dawna pracują koncerny motoryzacyjne oraz instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo na drodze. Efektem jest automatyczny system powiadamiania o wypadku służb ratunkowych, tzw. eCall. Wprowadzono go już do niektórych modeli samochodów, a od 1 kwietnia tego roku stał się obowiązkowym elementem wyposażenia. Ale tylko tych nowo homologowanych po tym terminie, więc na jego upowszechnienie trzeba poczekać kilkanaście lat.

 Jak udzielić pierwszej pomocy?

Obecnie „apteczka doraźnej pomocy” stanowi obowiązkowe wyposażenie pojazdu ciężarowego, autobusu, taksówki oraz samochodu przeznaczonego do nauki jazdy. Tak więc w „osobówkach” nie musimy jej wozić – chociaż ostatnio są przymiarki, aby to prawo zmienić. Bez względu na to, moim zdaniem warto ją mieć! Pytanie tylko, którą z oferowanych na rynku wybrać?

Apteczka samochodowe

(zdj. Moje Auto)

Zdecydowanie nie oszczędzajmy na tym! Im więcej zawiera elementów – oby nie trzeba było z nich skorzystać – tym lepiej. Na mojej apteczce widnieje informacja, że jej zawartość zgodna jest z normą DIN 13164. Oznacza to ścisłe dostosowanie tzw. wkładu do ustalonych (tu europejskich) standardów. W tym przypadku jest to kilka rodzajów opatrunków i opasek, zestaw plastrów i kompresów, chusty, nożyczki, rękawice jednorazowe oraz foliowy koc ratunkowy i przede wszystkim instrukcja udzielania pierwszej pomocy!

No właśnie, kto z nas pamięta o podstawowych zasadach resuscytacji czyli sztucznego oddychania? O położeniu rannego na płaskim podłożu, 30 uciskach mostka i 2 oddechach metodą usta-usta? A co zrobić w przypadku złamania czy zawału serca? I jak prawidłowo oraz skutecznie udzielić takiej pomocy będąc samemu zdenerwowanym i zestresowanym? Dlatego właśnie tak ważna jest dołączona do apteczki „ściągawka” z pierwszej pomocy. To zaledwie niewielka karta papieru z kilkoma punktami, których znajomość może uratować zdrowie lub życie. Stąd też zanim schowamy do samochodu apteczkę przeczytajmy ją ze zrozumieniem!

Instrukcja w apteczce samochodowej

(zdj. Moje Auto)

Pozwolę sobie jeszcze na dwie uwagi. Wyszczególniony na liście koc ratunkowy z pewnością każdy z Was dobrze kojarzy. A wiecie dlaczego folia jest dwukolorowa? Srebrna strona służy do ogrzania ciała, złota do schłodzenia. Tę zasadę również warto zapamiętać, bo taki koc może znaleźć zastosowanie w wielu „życiowych” sytuacjach nie związanych z wypadkiem drogowym.

Druga uwaga dotyczy terminów przydatności materiałów opatrunkowych znajdujących się w apteczce samochodowej. W mojej podany jest na liście zawartości opakowania. Wynika z niej, że dla roku produkcji 2018 wypadnie on dopiero w 2023 roku. To aż pięć lat, które zlecą nie wiadomo kiedy. Sprawdźcie więc proszę apteczki w swoich samochodach.

Sama forma apteczki również jest ważna, zamiast twardego plastikowego pudełka wolę miękkie opakowanie z praktycznym rzepem. Pozwala on na jej przyczepienie do wykładziny, na przykład na nadkolach bagażnika samochodu.

Pisząc o sytuacjach awaryjnych na drodze i pierwszej pomocy automatycznie nasuwa się na myśl jeszcze jedna rzecz – gaśnica samochodowa. To ważny element, wokół którego narosło też wiele mitów, dlatego poświęcę jej osobny wpis na blogu.