Wnętrze auta na błysk, chociaż ja wybieram do tego… mat

Ściereczki do kokpitu

(zdj. Moje Auto)

Hmm, czy usiądziemy do posiłku przy brudnym stole? Nie umyjemy wcześniej rąk? Jak często wycieramy w domu kurz z mebli? Kiedy ostatni raz pastowaliśmy skórzane buty? I co to wszystko ma wspólnego z naszym samochodem? Owszem ma – porównam to ze sprzątaniem samochodu, w którym przecież spędzamy niemałą część dnia. Zdecydowanie przyjemniej – nawet stojąc w korku – podróżuje się w czystym i zadbanym. Zaczynamy od deski rozdzielczej!

Czym czyszczę kokpit?

 Ależ mamy wybór wśród preparatów przeznaczonych do czyszczenia deski rozdzielczej samochodu. Na początek decyzja, jaki efekt końcowy chcemy uzyskać – błysk czy mat? Ja wybieram drugie rozwiązanie, ale to po prostu indywidualne upodobanie każdego kierowcy i tyle. Podobnie jak z zapachem preparatu. Producenci dają nam naprawdę szeroką ofertę – od owocowych typu jabłko, truskawka czy cytryna, poprzez kultową wanilię, na trudnych do określenia składu odpowiednikach świeżości czy sportu kończąc. Ja stawiam na cytrynę. Dlaczego? Kojarzy mi się z moim pierwszym autem, którego wnętrze w momencie zakupu było wyczyszczone takim właśnie preparatem. Zapewne każdy ma tego typu wspomnienia i skojarzenia.

O ile rodzaj wykończenia i zapach preparatów do deski rozdzielczej wybieramy według naszego przyzwyczajenia, to sposób ich aplikacji wynika ze względów praktycznych. I tak aerozolu używam co najmniej raz w tygodniu do dużych powierzchni. Jest też pianka, której używam bardzo rzadko.

Czyszczenie kokpitu

(zdj. Moje Auto)

Alternatywą dla nich jest butelka z atomizerem. Z kolei mleczko to podstawowy produkt przy sezonowej kosmetyce, dla mnie niezastąpiony przy generalnych porządkach po wakacjach, jesienią i wiosną. Uważam, że idealnie regeneruje elementy kokpitu, podobnie jak boczki drzwi i materiały skóro podobne – ale do tego jeszcze wrócimy.

Są jeszcze ściereczki do czyszczenia kokpitu. To bardzo praktyczne rozwiązanie, bo można nimi dokładnie usunąć zabrudzenia z kratek nawiewów, przetrzeć wąskie szczeliny, jak i kierownicę. Są jednorazowe i po użyciu lądują w koszu. Do tego opakowanie w formie saszetki zmieści się w schowku czy kieszeni drzwi.

Działanie antystatyczne przede wszystkim!

Było już o szerokiej ofercie tych produktów na sklepowej półce, teraz kolejny punkt, którym kieruję się przy wyborze – skład, a raczej właściwości preparatu. Przede wszystkim musi być neutralny dla czyszczonej powierzchni, ale to chyba całkowicie zrozumiałe. Podobnie jak działanie antystatyczne, bo przecież nie po to pracowicie usuwamy kurz, aby zaraz osiadł z powrotem. Równie ważne dla mnie jest zabezpieczenie przed promieniowaniem UV, a te wraz z nagrzaną szybą samochodową mogą stworzyć zabójczy duet. Dobrze też, aby w składzie były dodatki wosków naturalnych, które zregenerują powierzchnie z tworzyw sztucznych.

Kokpit protectant

(zdj. Moje Auto)

No właśnie, myśląc o czyszczeniu kokpitu z reguły koncentrujemy się na plastiku. A przecież część z nas ma w samochodzie elementy wykonane ze skóry – tu polecam wspomnianą formę mleczka, chromu – o ile nie jest to imitacja warto sięgnąć po dedykowany preparat, czy też drewna – i znów jeśli to nie powleczony plastik, to zdecydowanie trzeba użyć środków do impregnacji.

Ostatnia, ale jakże ważna przy czyszczeniu kokpitu rzecz. Ściereczka! Bez dwóch zdań musi być miękka, nie pozostawiać po sobie nitek, a także działać elektrostatycznie. Mój wybór pada więc na ściereczki wykonane z mikrofibry. Już o nich było we wcześniejszym wpisie, jak też kolorach przyporządkowanych do elementów samochodu i praniu co jakiś czas.

Ściereczka do kokpitu

(zdj. Moje Auto)

Kokpit to nie tylko… kokpit

Preparaty do czyszczenia kokpitu można stosować, a nawet trzeba, do innych elementów samochodu. Pierwszym miejscem jest miech zakrywający drążek zmiany biegów, dźwignia hamulca ręcznego, no i cały środkowy tunel. Kolejne to plastikowe elementy foteli i kanapy, nakładki i na progi i wreszcie panele drzwi.

Kokpit, szczególnie ten błyszczący, daje świetny efekt na gumowym wycieraczkach podłogowych. Z jednym zastrzeżeniem, nie stosuję go pod swoimi – kierowcy – nogami, podobnie jak nie czyszczę podstaw pedałów. Z bardzo ważnego względu, podczas jazdy na takiej powierzchni stopa może poślizgnąć i nieszczęście na drodze gotowe. Pozostaje więc ciepła woda i zwykłe mydło, a w ogóle najwygodniej zabrać takie dywaniki do domu i porządnie je umyć. Dużo takich miejsc do czyszczenia znajdziemy też w bagażniku samochodu.

Czy również na zewnątrz? Moim zdaniem zdecydowanie tak, bo nabłyszczam nimi plastikowe listy na drzwiach i w zderzaku oraz na lusterkach. Trzeba przy tym uważać na lakier samochodu, bo pozostaną na nim widoczne ślady preparatu aplikowanego sprayem czy atomizerem. Do tych elementów używam wspomnianego mleczka – najlepiej z dodatkiem wosków naturalnych – którym nasączam ściereczkę z mikrofibry. Dopiero nią czyszczę i wycieram plastikowe elementy nadwozia.

Mówiąc o czystym wnętrzu samochodu nie zapominam o układzie wentylacji i klimatyzacji, ale to temat na osobne działanie, czytaj wpis na blogu!