Maseczka odświeżająca na „cerę” samochodu

Wosk na mokro

(zdj. Moje Auto)

Lakier samochodu narażony jest na wiele czynników zewnętrznych. W sumie nie wiem co gorsze – niskie temperatury i osadzająca się warstwa lodu czy promienie słońca, kwaśny deszcz lub soki kapiące z kwitnących drzew. Do tej listy dołączyć trzeba zabrudzenia organiczne – o których już wspominaliśmy na blogu – oraz mniejsze czy większe uszkodzenia mechaniczne. Jakby nie patrzeć podstawą zabezpieczenia powłoki lakierniczej jest solidne nawoskowanie nadwozia przynajmniej raz w roku. Nie zwalnia nas to jednak od systematycznej pielęgnacji w tak zwanym międzyczasie. Zawsze jest coś do poprawienia. Ja w sezonie letnim używam do tego wosku na mokro.

Od czego zacząć nakładanie wosku?

Odpowiedź jest chyba aż nadto oczywista. Od dokładnego umycia karoserii samochodu. Pomijając „grubsze sprawy”, to nie zawsze gołym okiem dojrzymy cienką warstwę kurzu. A ta przy wcieraniu wosku zadziała jak drobnoziarnisty papier ścierny. Brr…

Od wczesnej wiosny do późnej jesieni zdecydowanie wybieram myjnię ręczną (częste kontakty lakieru z szybko wirującymi szczotkami na automatycznej nie są wskazane). W zależności od stopnia i rodzaju zabrudzenia stosuję namaczanie wstępne. To między innymi Preparat do usuwania insektów czy trudnych zabrudzeń jak i Płyn do mycia felg – ale akurat o ich pielęgnacji będzie w następnym wpisie. Później z reguły szybki prysznic, program z szamponem (korzystam przy tym z własnej, bardzo miękkiej gąbki 😉 i końcowe spłukiwanie. Doskonale znam moje auto i wiem, gdzie brud lubi się ukrywać, więc umiejętne operowanie dyszą myjki załatwia całą sprawę.

Mycie samochodu

(zdj. Moje Auto)

Teraz na stanowisku myjni ręcznej do akcji wkroczyłyby dmuchawy. Ja korzystając z ładnej pogody z przyjemnością pozostanę na świeżym powietrzu i usunę krople wody ręcznie. Przy okazji rozprowadzając wosk po karoserii. Korzyści więc co niemiara.

Jaki wosk do karoserii wybrać?

Krótko i zwięźle – dobry! Oferta na rynku jest bardzo duża, w pierwszej kolejności eliminujemy wszystkie twarde i w postaci pasty. Nie tym razem, bo teraz szukamy wosku w płynie do nakładania na mokro. A ten kupimy w butelce lub wygodnym do użycia atomizerze. Marka? Ja wybieram tą, którą już znam z używania innych produktów. Czy koloryzujący? W tym przypadku pozostaję przy bezbarwnym.

Nakładanie wosku na mokro

(zdj. Moje Auto)

Do kompletu potrzebujemy miękkiej, najlepiej wykonanej z mikrofibry ściereczki. Takiej samej, jak te co już pomagały nam podczas pielęgnacji samochodu.

Od matu do głębokiego połysku

Zaletą wosku nakładanego na mokro jest to, że po umyciu nie musimy wycierać karoserii. Zaczynamy od dachu, następnie maska i pokrywa bagażnika, błotniki i drzwi. Zresztą na bokach kolejność jest nieistotna. Ważne, aby nakładać wosk systematycznie i kolistymi ruchami. Pomijamy przy tym powierzchnie szyb, lusterek i klosze świateł, za to śmiało możemy na zderzaki, a nawet nasmarować gumowe uszczelki. Na pytanie czy robimy to bezpośrednio na karoserię czy na ściereczkę nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Obie metody są dobre, chociaż ja z przyzwyczajenia wybieram tą pierwszą.

Rozprowadzanie wosku na mokro

(zdj. Moje Auto)

Kolejną zaletą wosku na mokro jest jego – jakkolwiek to zabrzmi – elastyczność. Po prostu płyn z łatwością dostanie się w każdą szczelinę karoserii, a tych wymyślnych załamań obecnie jest coraz więcej. I nie ma ryzyka, jak w przypadku twardych wosków czy pasty, że nie zdążymy lub zdołamy wytrzeć zasychającej już pasty.

Do ostatecznego polerowania używam nowej ściereczki, ta pierwsza nie tyle przesiąknięta jest woskiem, co po prostu mokra. Końcowy efekt ujrzymy od razu. Kolor naszej karoserii nabierze głębi, w lustrzanym odbiciu powinniśmy zobaczyć i siebie i niebo i słońce. Jego promienie nie będą już straszne dla lakieru naszego samochodu (my też używajmy odpowiednich kremów). I cieszmy się nadchodzącym latem!

Nawoskowana karoseria

(zdj. Moje Auto)