T(b)rudne sprawy naszego samochodu

Zabrudzenia na samochodzie

(zdj. Moje Auto)

Życie kierowcy nie znosi próżni. W zimie narzekaliśmy na skrobanie szyb i odśnieżanie samochodu, wiosną i latem utrapieniem są, hmm… nazwijmy to związki organiczne. Jeśli zaschną nie wystarczy szczotka z wiadrem wody, a nieusunięte ślady będą miały szkodliwy wpływ na lakier naszego auta.

Drzewa i ptaki

W wielu wpisach na tym blogu poruszaliśmy temat systematycznego utrzymania samochodu w czystości. Za nami gruntowne mycie po zimie i wiosenny lifting, jednak uzyskane efekty szybko znikają. Wystarczy kilka kwitnących w pobliżu drzew czy przesiadujących w sąsiedztwie ptaków. Ich obecność zostaje naznaczona organicznymi śladami, które mogą wejść w reakcję z powłoką lakierniczą, plastikami czy elementami wykonanymi z gumy. Jeśli więc je zauważymy, odruchowo powinniśmy sięgnąć po wilgotną szmatkę i skrupulatnie usnąć. Zwykle wykorzystuję do tego płyn do mycia szyb samochodowych, który jest neutralny w kontakcie z różnymi materiałami. Do wytarcia najlepsze są papierowe ręczniki, bo po użyciu od razu wędrują do kosza. I tak możemy powtarzać akcję dzień po dniu.

Skutecznym środkiem prewencyjnym będzie nałożenie wosku zaraz po umyciu samochodu. Można to zrobić również na mokro, od razu rozprowadzamy go i wycieramy do sucha miękką ściereczką z mikrofibry (odpada więc żmudne polerowanie po nałożeniu tradycyjnej pasty). Ta dodatkowa warstwa powinna na bieżąco chronić lakier i pomóc w szybkim pozbyciu się wspomnianych śladów.

Wosk na mokro

(zdj. Moje Auto)

Insekty

Niestety, to nie koniec. Naszym kolejnym utrapieniem pozostają chmary (i to dosłownie) owadów, których pozostałości oblepiły podczas jazdy przód samochodu. Tu również musimy zadziałać błyskawicznie, a naszym pomocnikiem będzie specjalny preparat do usuwania insektów. Jego właściwości poradzą sobie z tymi specyficznymi śladami, choć po dłuższej jeździe w słoneczny dzień może to wymagać dodatkowych zabiegów.

Insekty na karoserii

(zdj. Moje Auto)

W takiej sytuacji wybieram się na myjnię samochodową. Najlepiej ręczną, bo mogąc skierować strumień wody w konkretne miejsce szybciej osiągniemy pożądany efekt. Nierzadko mamy przecież do pokonania liczne załamania i wnęki zderzaka, opraw reflektorów czy listw ochronnych i wzorów osłony chłodnicy. Wcześniej jednak pokrywam zabrudzone elementy wspomnianym płynem do usuwania insektów. Idealnie jeśli myjnia wyposażona jest w program z  aktywnej lub trójkolorowej piany. To takie namaczanie wstępne przed praniem zasadniczym.

Piana na myjni

(zdj. Moje Auto)

Na koniec zaś nie zaszkodzi ponowne nałożenie warstwy wosku i nabłyszczenie gum oraz plastików odpowiednim preparatem.

Smoła i żywica

Rozgrzany latem asfalt może pozostawić na karoserii i zderzaku samochodu drobne, czarne kropki. Te niestety są jeszcze trudniejsze do usunięcia. Co gorsze, kolejnym miejscem, które sobie „upodobały” są felgi. Szczególnie szkoda mi tych wykonanych ze stopów lekkich. Dodatkowo na ich ażurowym wzorze uwidaczniają się również ślady z pyłu klocków hamulcowych.

Dlatego podczas wspomnianej wizyty na myjni korzystam też z preparatu do usuwania smoły i żywicy oraz do czyszczenia felg samochodowych. Przy okazji pozostaję w zgodzie z ochroną środowiska, bo wszystkie stanowiska myjki muszą być podłączone w obieg zamknięty zbierający zanieczyszczenia do późniejszej utylizacji.

Smoła i żywica

(zdj. Moje Auto)

Przy każdej z tych czynności zadbajmy o przednią szybę. Podczas jazdy wspomagam się wycieraczkami, dlatego przed dłuższą podróżują warto sprawdzić i uzupełnić płyn do spryskiwaczy. Z kolei na postoju domywam powierzchnie szyby w miejscach, których nie obejmują pióra wycieraczek. Zresztą jak już jestem na myjni to i je spryskuję płynem, moim ostatnim wyborem jest ten z dodatkiem amoniaku.

Można uznać, że nasz samochód znów jest czysty i lśniący, pytanie na jak długo?