Kierowco, pożycz prądu!

Podłączanie kabli rozruchowych

Podłączanie kabli rozruchowych (zdj. Moje Auto)

Dla kierowcy nie ma nic bardziej frustrującego, niż problem z uruchomieniem samochodu. Wśród najczęstszych przyczyn wymienimy rozładowany akumulator bądź uszkodzony alternator. Zazwyczaj, jak w każdej innej rzeczy, dochodzi do mechanicznego zużycia. W takich sytuacjach chcielibyśmy liczyć na życzliwość innych kierowców, jednocześnie warto też samemu przygotować się do udzielenia takiej pomocy.

Kable rozruchowe

Objawy wyczerpania akumulatora czy zużycia alternatora nie zawsze następują stopniowo. Jeśli jednak zauważymy nieprawidłowości w ich działaniu, nie odwlekajmy wizyty w warsztacie czy w punkcie sprzedającym akumulatory. Powierzmy specjaliście sprawdzenie tych elementów i ewentualne ustalenie przyczyn „braku prądu”. Unikniemy w ten sposób wielu problemów, między innymi z otwarciem drzwi ze zdalnie sterowanym zamkiem centralnym.

Do awarii „prądotwórczych” elementów samochodu może dojść także w najmniej spodziewanym momencie. Doraźnie łatwo sobie z nią poradzimy pod warunkiem wcześniejszego przygotowania. Kluczową w tym rolę spełnią kable rozruchowe. Pamiętacie wpis o kompletowaniu zawartości bagażnika na zimowe wyjazdy? Na mojej liście znalazły się wspomniane przewody, które niezależnie od pory roku zawsze wożę ze sobą.

Jakie kable wybrać?

Wybór kabli jest prosty, oczywiście kupujemy je pod swoje auto. Co to znaczy? Na ich opakowaniu powinna się znaleźć – choć niestety nie zawsze tak jest – informacja o typie kabli, np. 200, 400, 600 – które wybieramy w zależności od pojemności i typu silnika. Kable oznaczone „200” używamy do samochodów osobowych o pojemności silnika do 1,5 L. Kable rozruchowe „600” mogą być użyte do silników o pojemności 3L.  To ważny parametr w kontekście efektywności awaryjnego uruchomienia samochodu. Im większa jednostka napędowa, tym mocniejszy musi być akumulator. Do jego rozruchu potrzebny jest odpowiedni „zastrzyk” prądu (A), czego nie zapewnią przewody o mniejszym przekroju. Na grubsze kable powinni też zdecydować się posiadacze samochodów z silnikami wysokoprężnymi.

Drugą rzeczą, na którą musimy zwrócić uwagę, to długość komory silnika. Może okazać się, że producent naszego samochodu umieścił akumulator w okolicach podszybia. W tej sytuacji powinniśmy zdecydować się na dłuższy zestaw przewodów, zapewniający jednocześnie swobodę ruchów podczas podłączania i awaryjnego odpalania silnika. I znów, informacja o długości kabli powinna znaleźć się na etykiecie opakowania. Jeśli jej nie ma po prostu rozwińmy przewody. W praktyce nie ma sensu kupowanie krótszych niż dwa metry.

Akumulator nie zawsze też znajduje się w komorze silnika. Na przykład Opel w nowszych modelach Astry ukrył go głęboko… pod podłogą bagażnika. Fizyczny dostęp do niego wymagałby więc wykonania wielu czynności, ale odpowiednie łącza do jego ładowania znajdują się z przodu pod maską. Stąd kolejna porada – sprawdźmy zawczasu w instrukcji obsługi, co na ten temat pisze producent samochodu. W sytuacji awaryjnej na drodze nie będziemy tracić czasu i nerwów na szukanie.

 Sztuka podłączenia akumulatorów

 Czy żyjemy w czasach, w których nie można już liczyć na bezinteresowną pomoc obcych ludzi? Jako kierowcy pokażmy, że nie! Jeśli więc mamy w bagażniku swojego samochodu kable rozruchowe (a zakładam, że od tej pory już tak będzie) pozytywnie odpowiedzmy na prośbę „Kierowco, pożycz prądu”. Pamiętajcie – karma wraca.

Chociaż nie, wróć, są wyjątki! Oba muszą mieć to samo napięcie – w samochodach osobowych to 12V, w pojazdach ciężarowych 24V. Ponadto pojemność akumulatora-dawcy nie może być mniejsza od akumulatora-biorcy. Należy więc porównać wartości wyrażone w amperogodzinach (Ah), które znajdziemy na ich obudowie. Mówiąc obrazowo nie odpalimy terenówki od miejskiego malucha.

Przed przystąpieniem do ładowania należy podjechać jak najbliżej do unieruchomionego pojazdu. Tu kolejna ważna uwaga, oba nie mogą się ze sobą stykać. Wyłączamy silnik, a biegi w obu – czy to w manualu czy w automacie – ustawione są na luz. Naturalnie w niesprawnym pojeździe wyłączamy wszystkie dodatkowe odbiorniki prądu – radio, klimatyzację etc.

No to podłączamy!

Do większości prac przy samochodzie zakładam rękawiczki robocze. Zawsze mam kilka par wykonanych z różnych materiałów, część z nich wożę w bagażniku, część leży w garażu. Zasadności ich użycia przy reanimacji akumulatora nie trzeba chyba tłumaczyć.

Jako pierwszy zacisk kabla podłączamy „plus” (czerwony) do akumulatora sprawnego, drugą końcówkę do rozładowanego. Dalej zacisk kabla „minus” (czarny) w tej samej kolejności. Czekamy chwilę, aby rozładowany akumulator choć trochę podładował się, zanim zaczniemy próbę jego uruchomienia i włączamy silnik samochodu-dawcy. Po odczekaniu około jednej minuty, możemy spróbować odpalić silnik samochodu-biorcy. W przypadku, gdy akumulator jest głęboko rozładowany należy odczekać kilka minut. Rozrusznikiem nie kręcimy dłużej niż 15 sekund, jeśli nie ma rezultatu, kolejną próbę podejmujemy po minucie. Jeśli zaskoczy, dajmy im popracować na wolnych obrotach przez trzy minuty. Następnie odpinamy przewody w odwrotnej kolejności.

Miejmy na uwadze, że problemy z rozładowaniem akumulatora mogą się powtórzyć, dlatego nie warto zwlekać z wizytą w warsztacie samochodowym.

Kable rozruchowe – to tylko rozwiązanie tymczasowe, awaryjne.

WAŻNE!!!

Przed uruchomieniem samochodu przy pomocy kabli rozruchowych, doradzamy przeczytanie instrukcji użytkowania samochodu i zaleceń producenta.