To już nie jest moda na elektromobilność

Elektromobilnosc

(zdj. Moje Auto)

88. edycja Geneva International Motor Show przeszła właśnie do historii. Debiutujące na niej nowe lub zmodernizowane wersje modeli wkrótce pojawią się w salonach sprzedaży. Ważną częścią wystawy były modele elektryczne i towarzyszące im wizje elektromobilności. Te być może trafią do powszechnego użytku lub pozostaną w kategorii ciekawostek.

Na uwięzi elektrycznego kabla

Po pierwszych wrażeniach z salonu Genewy przekonałem się, że żyjemy już w erze samochodów elektrycznych. Wrócę więc jeszcze do tego tematu. Póki co, podchodzę do nich z rezerwą, głównie ze względu na mały zasięg, który wyklucza podróże pomiędzy miastami. Zresztą i w nich brakuje odpowiedniej infrastruktury z ogólnodostępnymi punktami ładowania. A takie podczas pobytu w Genewie co chwilę było można zobaczyć. I co więcej, z „tankującymi” w nich pojazdami.

Smart

Oczywiście koncerny motoryzacyjne dostrzegają mankament stosowanych obecnie baterii. Audi przygotowuje do dłuższych podróży sportowy SUV e-tron, Hyundai crossovera Kona, zaś Jaguar w modelu i-Pace już deklaruje zasięg 480 kilometrów. Imponująco zapowiada się także pierwszy model nowej marki – należącej do Volvo – Polestar.

Już dziś przejechanie ponad 300 kilometrów deklaruje Nissan w nowym LEAF. Ale jak jest z tym zasięgiem w rzeczywistości wie każdy, kto próbował jazdy elektrykiem w ruchu miejskim. Na stoisku Renault zaprezentowano znany także z polskich salonów ZOE, który oznaczono jako „Leader in Electric Vehicles in Europe”. Tym razem debiutuje z nowym silnikiem, który ma poprawić jego osiągi na trasach szybkiego ruchu.

Renault Zoe

Wróćmy jednak do ruchu miejskiego. Swoją ofertę opartą na bazie pojazdów elektrycznych buduje, należący do Mercedesa, Smart. W tym przypadku moją uwagę zwraca jeszcze jeden, dynamicznie rozwijający się kierunek – car sharing. Takie elektryczne maluchy są przecież idealne do miasta, tylko… Znów mam osobiste ale, bo to już nie będzie moje auto.

Bez drzwi i dachu na głową

Obecnie sporym wyzwaniem w ruchu miejskim są korki. Stanie w nich zabiera nam zbyt dużo czasu, stąd coraz większą popularnością cieszą się jednoślady – od motorowerów i skuterów po lekkie motocykle. Dominującą rolę pełnią jednak rowery i tutaj też coraz śmielej przebijają się modele z napędem elektrycznym. Ba, pojawiają się nawet w wypożyczalniach miejskich.

Co na to koncerny motoryzacyjne? Wszak historia Peugeot czy Skody (co też podkreślała na swoim stoisku w Genewie) rozpoczęła się jeszcze w XIX wieku właśnie od produkcji tych jednośladów. Zresztą dziś logo samochodu można zaleźć na ramie BMW, debiutującej w Genewie marki Cupra czy Mercedesa (i to w wersji AMG).

Rower Skoda

Wizję miejskiej elektromobilności w nieco futurystycznym wydaniu zaprezentowała Toyota. Projekt Concept-i Walk to trójkołowy pojazd – a jakże – autonomiczny, który po wprowadzeniu danych „podwiezie” nas do celu. Jego zaletą ma być niewielki wymiar, określany przez producenta „na krok człowieka” oraz zmienny – w zależności od sytuacji – rozstaw kół.

Concept-i Walk

Bardziej przyziemną konstrukcję zaprezentował Volkswagen. Streetmate to elektryczny skuter, który po złożeniu siedzenia w prosty sposób zmienimy w nieco większą hulajnogę. Z kolei Cityskater podobny jest do rozwiązania Toyoty. W tym przypadku konstruktorzy dokładają nam w bonusie możliwość zmiany kierunku jazdy poprzez odpowiednie przeniesienie ciężaru ciała. Zupełnie jak na nartach! Co więcej, pojazd ten umieszczają w bagażniku naszego samochodu, jako alternatywny środek komunikacji.

W duchu swego hasła Simpy Clever, składaną hulajnogę Xtreme Flexibility zaprezentowała Skoda. O tak, dla mnie wydaje się to zdecydowanie prostszym środkiem transportu, bo napęd wciąż stanowią mięśnie moich nóg.

Skoda Xtreme Flexibility

No cóż, wszystko wskazuje na to, że zapamiętane w dzieciństwie obrazki z komisów science-fiction przenoszą się do życia realnego. Czy następny będzie wehikuł czasu?